Amerykańska Fotografia pejzażowa
Tekst napisany dla portalu:
Czymkolwiek się zajmujemy,
jakakolwiek pasja wzbogaca nasze życie, ważna jest nie tylko sama radość z niej
płynąca, ale również satysfakcja wynikająca ze świadomości własnego rozwoju i
umiejętności dostrzegania wokół siebie piękna świata. W przypadku fotografowania
nie wystarczy samo robienie zdjęć, trzeba jeszcze rezultaty swojej pracy
porównywać z fotografiami wykonanymi przez innych autorów, szczególnie tych
najlepszych. W przeciwnym razie będziemy dreptać w miejscu, chwaleni przez
rodzinkę i przyjaciół, nieświadomi tego, że czasami robimy dobre, a czasem takie
sobie fotografie. Od samego początku uprawiania fotografii starałem się mieć
kontakt z fotografią na najwyższym poziomie. Początkowo zródłem takiej
fotografii były zachodnie czasopisma fotograficzne (o rodzimych nie miałem zbyt
dobrego zdania), obecnie jednak głównym zródłem, z którego dowiaduję się o
trendach we współczesnej fotografii pejzażowej, bo ta mnie interesuje, jest
Internet.
Od czego zacząć: rzecz
jasna od klasyki fotografii. Polecam stronę Autorzy zebrali w jednym
miejscu prace najwybitniejszych artystów z całego świata,
w przyzwoitym formacie, optymalnym do przeglądania na monitorze
komputera. Każdemu nazwisku towarzyszy również krótka charakterystyka
twórczości i wybór tekstów. Stawkę rozpoczyna sylwetka Ansela
Adamsa, niekwestionowanego mistrza pejzażu zachodnioamerykańskiego
zaliczanego do klasyków fotografii pejzażowej.
W poszukiwaniu współczesnej dobrej
fotografii można zasoby sieci przeglądać na wiele sposobów. Jednym z nich jest
wybieranie odpowiednich kategorii w katalogu stron, tak aby dojść do "fotografii
pejzażowej" ("landscape photography" - przyda się podstawowa znajomoć
angielskiego). Inną drogą jest skorzystanie z rankingów najlepszych stron
fotograficznych (ciekawe, że ani razu nie spotkałem rankingu fotografów, ale
pewnie nie miałem szczęścia)... Tutaj jednak prym wiodą perfekcyjne co prawda,
ale (jak widzę to z pewnego dystansu) dosyć schematyczne strony. Same fotografie
są na przyzwoitym poziomie, nie jestem jednak przekonany, czy to zasługa samego
autora, czy webmastera :) Nam zależy przecież na dobrych zdjęciach, a nie na
efektownym sposobie ich prezentowania.
Pierwszą stroną, która
zrobiła na mnie duże wrażenie i na którą zaglądam od kilku
lat systematycznie co jakiś czas jest witryna autorstwa
(fotografie + webmaster) Dana Hellera Perfekcyjna, ekspresyjna
kompozycja zdjęć, stylistyka harmonizująca z ich zamysłem
i tematyką, ogromna różnorodność tematów, ciekawe opisy
fotografowanych miejsc i ludzi - oto największe walory tej
strony. Nic dziwnego , że codziennie odwiedza ją ponad tysiąc
internautów, ja sam do tej pory poleciłem ją kilkudziesięciu
znajomym i przyjaciołom.
Fotografem zarekomendowanym
mi przez Tomasza H. Kaisera (znanego polskiego fotografika
mieszkającego w USA) był David Muench. Na jego stronie znalezć można kilka
tysięcy doskonałych fotografii z całego terenu Ameryki Północnej
z możliwością wyszukiwania pod względem motywu (góry, jeziora,
drzewa itp.), danego Parku Narodowego, czy po prostu kliknięcia
na odpowiednim miejscu mapy kontynentu. To również doskonała
sposobność do zapoznania się z geografią Ameryki.
Na prawdziwą "fotograficzną
żyłę złota" trafiłem zaglądając na stronę z fotografiami
Michaela Fatali:
Prawdopodobnie temu, że pracuje on na kliszach wielkoformatowych
zawdzięczać należy perfekcję ujęć, przemyślane kompozycje,
ciekawe motywy (głównie tzw. "slot canions" ciągnące się
wzdłuż granicy stanów Utah i Arizony). Cała procedura związana
z wykonaniem jednego ujęcia czyli rozstawienie sprzętu (aparatu
i statywu), przygotowanie klisz, pomiar światła itp. sprawia,
że fotograf wybiera naprawdę interesujące tematy. Kierując
się dalej tym sposobem rozumowania zajrzałem do zakładki
"linki" na stronie autora. I nie zawiodłem się, każda przeglądana
strona przyprawiała mnie o lekki bezdech :)
Na początek zajrzałem
na inną stronę "wielkoformatowca": Adama Gibbsa. Już
od pierwszego zdjęcia wiedziałem, że mam do czynienia z
fotografią wielkiego formatu, w każdym sensie tego określenia...
Nawet nijakie z pozoru motywy, splątane gałęzie, mech, pnie
drzew zanurzone w jeziorze, strumyki wody płynące w szczelinach
skał - wszystko zostało sfotografowane z genialnym wyczuciem
głębi ostrości, światła i kompozycji. Oglądając, odnosimy
nieodparte wrażenie, że jak gdyby autor chciał nas przekonać,
że w tym wszystkim panuje jakiś porządek, cały problem polega
jedynie na zauważeniu go. Wspaniałe kolory utwierdzają nas
w tym przeświadczeniu. I tutaj zajrzałem do linków, znajdując
całą amerykańską czołówkę fotografików pracujących na wielkim
formacie oraz sporo stron poświęconych tej technice.
Następny autor Jack Dykinga
laureat Nagrody Pulitzera.
Repertuar tematów podobny jak u pozostałych autorów: wąskie
kaniony, góry, jeziora. Ale właśnie dzięki wyborze tych
samych motywów dostrzec i docenić można całą maestrię Dykingi:
kompozycje dopracowane do najmniejszego detalu, gałązka
leżąca w wodzie idealnie komponuje się z odbiciem ścian
wąwozu w wodzie, plama światła na piasku współgra z zarysem
wydmy przywodząc na myśl linie papilarne i tak dalej i tak
dalej... Próżno szukać fotografii wykonanych bez zamysłu,
bez idei, w pośpiechu.
Dalej Charles Cramer:
Szczególnie udane są
jego pejzaże we mgle, jesienne lasy, krzewy. Motywy szczególnie
trudne do sfotografowania poprzez natłok zbędnych detali,
gałązek, listków... Autor wykorzystuje mgłę, śnieg, wodę
aby wyeliminować niepotrzebne szczegóły, psujące kompozycje
i rozpraszające uwagę oglądającego. Urzekające są motywy
kamieni przy brzegu jeziora, fotografowanych na bardzo długim
czasie naświetlania. Zabieg ten spowodował rozmycie wody,
upodabniającej się do faktury nieba i sprawiającej wrażenie,
jak gdyby wraz z chmurami pędziła ku nam gdzieś spoza horyzontu.
Na koniec dwóch fotografików
reprezentujących poezję i romantyzm w fotografii: Jim Brandenburgh
i Michael Kennedy.
Pierwszy współpracuje z National Geographic, co już samo
w sobie wystarczy za rekomendację. Jego domeną jest głębia
ostrości, dzięki niej ukazuje przyrodę i motywy roślinne
w intymny wręcz sposób.
Michael Kennedy fotografuje pejzaże
Ameryki stylizując zdjęcia na te, wykonywane przed stu laty.
Nie zależy mu na jakości technicznej, tzn. rozdzielczości
czy ostrości, jego pejzaże sprawiają wrażenie wykonanych
przez dziecko, zachwycone pięknymi skałami czy obłokami.
Czasami używa wręcz zabawkowych, plastikowych aparatów,
aby podkreślić, że liczy się motyw i fotograf, wszelkie
inne techniczne detale tylko rozpraszają zarówno widza jak
i autora. Także fotografie tańczących Indian to dzieła sztuki,
ich dynamika i romantyzm pozostają na bardzo długo w pamięci.
Już dawno nie miałem wrażenia, że oglądam coś tak świeżego
i nowego.
To sylwetki zaledwie kilku fotografików. Zachęcam do poszukiwań własnych
tropów i ścieżek dobrej fotografii w Internecie, nie tylko amerykańskiej i nie
tylko pejzażowej. Powodzenia...